RSS
środa, 10 stycznia 2007
Kolejny dzień z klikerem - targetowanie
Dzięki pomocy różnych osób zdecydowałam się na klikanie z moim psem.Dziś kolejny dzień z klikerem, i kolejne sukcesy.
Męczymy ciągle targetowanie, osiągnęliśmy już 90% skuteczność w staytycznym targetowaniu łyżki drewnianej, teraz ćwiczymy podążanie za targetem. O ile na pierwszej sesji było fantastycznie i Berdo robiłam po kilka zygzaków nosem za łyżką, o tyle w drugiej sesji zamiast rzowijać zachowanie - jakby stała w miejscu albo sie cofała. Może chciałam od niej za wiele na początku i zdenerwowana przestała wiedzieć o co chodzi...
Teraz spróbuję zmniejszyć wymagania i może pójdzie lepiej.

Zapisałam psa na wystawę w Katowicach...a sędzia Austryjak...to się będzie działo:)
19:18, igulinda
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 stycznia 2007
Wizyta u Wiesi nowe natchnienie
Wczoraj po dłuuugiej przerwie wybraliśmy się do naszej hodowczyni Wiesi na przypomnienie o sobie i obejrzenie przez nią naszego psa przed wystawą. Przy okazji obejrzeliśmy cudowne brązowe serdelki, będące kolejnym rodzeństwem Berdo. Szczeniaczki tak słodkie, że chciałoby się je wszystkie mieć i ściskać cały dzień.
Wiesia obejrzała Berdo i uznała że znacznie wydoroślała i koniecznie musimy z nią zacząć porządnie chodzić na wystawy. Bo jest śliczna i szkoda żeby się marnowała. Więc się wybieramy: najpierw do Katowic na międzynarodową potem na klubówkę, a potem się okaże.
W końcu jak chcemy mieć potomstwo Berdo to powinniśmy wziąć się do pracy, bo sunia ma juz 20 miesięcy a zaliczonych wystaw żadnych:(( oczywiście wystawy przed 15 miesiącem życia się nie liczą niestety).
Za niedługo wkleję zdjęcia zrobione podczas wizyty.

ps. a kliker staje się nieodłączną częścią mojego przebywania z psem - Berdo ma radość jak nigdy.
11:24, igulinda
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 września 2005
wrześniowe mazury...

powiem tylko jedno - bylo super:)
15:19, igulinda
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 czerwca 2005
zycie jest cudowne, czyli pierwsze spacerki

Niedawno znow bylam u Pani Kasi...chyba nawet ja polubie, co prawda nadal zaglada nie tam gdzie trzeba ale przynajmniej tym razem zostawila moja pupe w spokoju...Dostalam kolejny zastrzyk z jakimis strasznymi chorobami, i kropelki do uszu. Za niecale dwa tygodnie idziemy znow na wizyte - czy kiedys to sie skonczy?

ale, ale...w poniedzialek byl wielki dzien!! wlasciciele wypuscili mnie za drzwi...i jakiez dziwy mym oczom sie ukazaly!! caly swiat stanal dla mnie otworem. Tyle nowych zapachow, dzwiekow, barw i ksztaltow...inni ludzie, inne zwierzeta i powietrze jakies lekkie. Cudowne jest zycie i piekny swiat, lecz ogrom tego wszystkiego przeraza mnie troche. Wole nie oddalac sie za daleko od moich dwunoznych, przy nich jednak czuje sie bezpiecznie, a daleko od nich szczekajace psy i warczace przedmioty na kolach. Powoli zaczynam rozumiec do czego sluzy trawka, choc nie wiem dlaczego moja stara dobra szmatka w kacie pokoju stracila taka popularnosc dla moich wlascicieli. Czy oznacza to ze bede musiala kiedys z niej zrezygnowac??:(

a teraz jestem sama w domku, i nie moge sie doczekac juz az moja Pani wroci i wyjdzie ze mna na kolejny ekscytujacy spacerek.( moze znow spotkam te dwa bunczuczne jamniki, ktore nie dorastaja mi jednak do piet...)


kiedy wyjde na kolejny spacerek??

14:27, igulinda
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 czerwca 2005

tak bym chciała wskoczyć na miękkie łóżeczko....

18:49, igulinda
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 czerwca 2005
mam juz 8 tygodni...:)
w czwartek mialam urodziny...skonczylam cale 8 tygodni!!To oznacza ze jestem juz duza, odpowiedzialna i nalezy sie mnie bac. Dostalam od moich wlascicieli wspaniala nowa zabawke - przepocona zawinieta w wezel koszulke mojego Pana. Jest to najlepsza zabawka, jaka do tej pory mialam, swietnie nadaje sie do szarpania i gryzienia, nawet smierdzace klapki stojace w przedpokoju stracily dla mnie na atrakcyjnosci. I nawet koty byly w ten dzien dla mnie jakies przychylniejsze...Zadzior probuje chyba sie ze mna nawet bawic...tak dziwnie macha do mnie lapka...to ja mu odmachuje - dwiema. Niestety nie potrafie skakac tak wysoko jak on i nasze zabawy sie koncza, gdy Zadzior wisi gdzies pod sufitem. Zupelnie nie moge zrozumiec jak on to robi...mnie nie udaje sie nawet wskoczyc na lozko Panstwa, choc...jak sie rozpedze z drugiego konca pokoju to nawet raz mi sie udalo - co bardzo ale to bardzo nie spodobalo sie mojemu Panstwu...tez ich czasem nie rozumiem...przeciez lozko jest fajniesze od mojego poslania!
Niestety nie caly dzien byl taki przyjemny - po poludniu zawieziono mnie w klatce do pani doktor. Pani Kasia owszem mila i sympatyczna, ale jak zaczela mi grzebac w uszach i innych zakamarkach zaczelam sie zastanawiac czy warto ja dalej lubic...i pachniala tak jakos dziwnie...za dwa tygodnie spotkamy sie znowu, a wtedy bede jeszcze wieksza i nie dam sobie grzebac gdzie popadnie. Niestety nie pokaze Wam na razie nowych zdjec poniewaz moja Pani( ponoc przyszly informatyk - haha dobre sobie) popsula oba komputery.Nastepnym razem:)
Teraz przejde sie na balkon i podjem troche uschnietych lisci figowca ( nie wiem co znaczy slowo "trujace", ale mnie bardzo smakuja).
13:05, igulinda
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 maja 2005
Czuje sie coraz lepiej...

Dzis trzeci dzien w nowym domu...minie jeszcze kilka i przestane liczyc dni, a "nowy" stanie sie "moim".

czuje sie coraz lepiej w nowym srodowisku, choc czasem tesknie za rodzenstwem i sse maminy sutek przez sen...Smutek mija jednak szybko, gdyz moi dwunozni przyjaciele nie daja mi sie martwic chocby nawet przez sekunde. Poswiecaja mi kazda wolna chwile...nawet gdy budze sie o 3 rano, choc nie wiedziec czemu nie wygladaja juz tak radosnie. Czesto bawie sie z nimi moimi zabawkami, i daje glaskac gdy tula mnie do snu. Niestety takiej ochoty do igraszek nie przejawiaja psy, z ktorymi przyszlo mi mieszkac...stale obchodza mnie naokolo i sycza gdy biegne do nich z radosnymi zamiarami. Jakies glupie kundle. Jak dorosne to im pokaze.

Wczoraj poznalam przyjaciol moich nowych wlascicieli. Wspolnie rozlozyli taka wielka tekture i rzucali sie drewienkami. Chcialam pobawic sie z nimi, lecz co chwycilam klocek, z gniewem odpychali mnie na bok...Po dwoch godzinach podstepnych manewrow padlam z wykonczenia.

 Bardzo sie staram by moi nowi przyjaciele byli ze mnie zadowoleni. Nie wskakuje na lozko, choc korci mnie niemilosiernie by wtulic sie w ciepla posciel gdy nagle zbudze sie  w srodku nocy. Dostaje jednak lekko po nosie i wiem ze musze wrocic na swoje poslanie lub inne wygodne dla mnie miejsce. Nauczylam sie tez siusiac na wyznaczony kocyk, choc z roztargnienia czasem siusne w miejsce "zabronione". Moi wlasciciele nie karca mnie jednak tylko spojrza tak ze az robi mi sie niemilo. Wole wiec robic na kocyk, gdyz tam czasem z nieba spada lakomy kasek.

10:28, igulinda
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 maja 2005
Pierwszy dzień w nowym domu.

Dziś zabrali mnie od mamy (ładny dzień matki!). Zamknęli mnie w plastikowym pudełku – mimo, że miałam swój kocyk było naprawdę strasznie. Nie wiedziałam co się dzieje. Trzęsło, kołysało i zrobiło mi się niedobrze. Przenosili mnie gdzieś. Potem trzasnęły drzwi i dopiero się zaczęło. Coś ryknęło tak jak 25 tysięcy niezadowolonych mam. Trzęsłam się cała ze strachu. Dopiero potem zrozumiałam, że przemieszczamy się tym dziwnym ludzkim sposobem.

W końcu dotarliśmy na miejsce. Szalona jazda i warkot ustały. Wnieśli mnie na górę i wypuścili z klatki. Nie powiem. Humor od razu mi się poprawił. Ludzie to jednak się znają na przekupstwie. Od razu ich polubiłam jak dostałam takie śmieszne okrągłe przedmioty, które można ganiać i które piszczą jak się je gryzie. Przygotowali mi też norkę. Jest mięciutka i bezpieczna. Taszczę tam co chwila moje zabawki, i nie wiem jak ciągle ktoś mi je wyciąga tak że muszę na okrągło za nimi biegać.

Wszystko było fajnie a tu nagle nie wiadomo skąd wyłażą takie dziwne dwa pieski. Jeden siwy drugi bury. Mają spiczaste uszy, długie ogony i zamiast „hau” robią „miau”. Nie chcą się bawić i syczą jak się do nich zbliżam. Na razie postanowiłam je ignorować. Są cwane. Jak leże w mojej norce i udaję że śpię one cichcem podchodzą i mnie wąchają. Naprawdę – dziwne obyczaje. No nic, zobaczymy co z tego będzie.

Na razie mam setny ubaw z moimi nowymi dwunogami. Głaszczą mnie i tarmoszą. Czasem dostanę po nosie jak robie coś co im się nie podoba. Ale chyba nie są to źli ludzie. Co prawda jest coś co mnie w ich zachowaniu niepokoi: jak oszalali klepią się po nogach i krzyczą  „BE-RDOOO”. O co może im chodzić?

20:53, igulinda
Link Dodaj komentarz »